Wszystkiego pomyślnego w 2012!

Przebywam ostatnio dużo z ludźmi. Różnymi. Bliskimi bardziej lub mniej. Zastanawiam się co determinuje, że kogoś postrzegamy tak a nie inaczej. Bo przecież każdy z nas ma wiele twarzy. Obnażamy się w różnych sytuacjach i pokazujemy się mniej lub bardziej. Co jest prawdziwym obliczem? Wtedy kiedy jesteśmy w ekstremalnej sytuacji, gdy mamy tzw. nóż na gardle i potrafimy być np. nie mili czy zaborczy. Czy prawdziwi jesteśmy będąc w sytuacji jak najbardziej komfortowej dla nas. Czy może jak dopiero kogoś spotykamy po raz pierwszy i chcemy wydobyć z siebie to co najlepsze?

No właśnie. Wiecie kiedy jesteście sobą? I co to w ogóle znaczy?

Bo ja jestem sobą i wtedy kiedy pochylam się nad bezdomnym ćpunem i robię bez zastanowienia „usta usta” żeby uratować jego jakże chujowe(z mojej perspektywy) życie i wtedy kiedy powiem do kogoś takiego „a spadaj” kiedy prosi mnie o PLN na wódę. I wtedy kiedy moja córka wzbudza we mnie największą czułość na świecie i wtedy kiedy mam ochotę jej tak przywalić, że nie musiała by już nigdy iść do ortodonty.

No kiedy niby jestem sobą?

Doszukujemy się u innych zalet czy jednak wad? Mówimy: no ma to i owo za uszami ale w sumie dobry z niego Herbatnik?

No nie wiem tego. I nie rozumiem.

W niedziele zazwyczaj mam wiele pytań i nie wiele rozumiem. Nawet kurwa na sanki nie można wyjść, chociaż jest prawie koniec stycznia, bo jest 10 st. na plusie i deszcz pada.

Jak żyć? Panie premierze?!!



Copyright © alice
skomentuj

Pamięć operacyjna.

Filozoficznie chciałam zauważyć, że wszystko się zmienia i wszystko mija. Odkrywcze Aleksandro. Ja się zmieniam. Chociażby fizycznie, no bo poza tym , że pięknieję z każdym dniem :), to np. mam w tej chwili włosy do ramion a jeszcze kilka m-cy temu miałam ledwo za ucho. Ale tak naprawdę nie chodzi mi o to co przemija i zmienia się fizycznie. Myślę raczej o tym jak zmienia się system wartości, jak zmieniają się uczucia, jak zmienia się postrzeganie, jak mijają dni i wydarzenia w nich, i że pozostają tylko wspomnienia.

I w głowie majaczą mi często, zasłyszane gdzieś słowa, że wszystko co robimy czynimy dla wspomnień.

Dla wspomnień, które będą kiedyś inne, zniekształcone i zmienione. Z inną interpretacją...

Bo czy za 20 lat będę dokładnie pamiętać to co wydarzyło się teraz? Czy za te 20 lat, przywołując w głowie obrazy z przeszłości, zakładając, że wyryje je w główce bardzo szczegółowo, to będę czuć to samo co czuję w tej chwili?

Nie.

Ileż to razy obiecywałam, że nigdy kogoś lub czegoś nie zapomnę. Dziesiątki. A w tej chwili nie odtworzę dokładnie widoku zatoki, którą widziałam 17 lat temu i zaklinałam się na wszystko, że zawsze będę ją pamiętać. Pamiętam ją, owszem, ale na pewno nie taką jaką jest naprawdę. Gorzej! Nie pamiętam nawet kilku osób, którym obiecałam: „Nigdy Cię nie zapomnę.”, nie przypomnę sobie nawet ich imion i nie tłumaczy mnie nawet to, że to było z 25 lat temu na koloniach np. :)

Nie wspomnę o tym, że mogę mieć za jakiś czas Alzhaimera i wtedy na chuj mi moje wspomnienia?

Więc, nie, nie robię tego wszystkiego dla wspomnień. Robię to żeby przeżywać tu i teraz. Nie ma przeszłości a przyszłość jest bardzo nie pewna.


I tak naprawdę to jest bardzo dobre. Że wszystko sie kasuje jak leci...


Jedyne czego na pewno nie zapomnę, to tego co kocham (nie co kochałam, nie ma czegoś takiego jak: kochało się kiedyś-jeżeli tak się myśli to nigdy nie było miłością, kocha się na zawsze i nic tego nie zmienia. tyle), bo to bardzo nie wiele do zapamiętania i można się tego wykuć na pamięć. Jak tabliczki mnożenia, której... nie umiem tak na dobrą sprawę do dziś....



Copyright © alice
skomentuj

Think!, think crazy girl.

Kiedyś myślałam...
Teraz TAK nie myślę i w ogóle się staram nie myśleć.
Myślenie prowadzi tylko do - w sumie błędnych - wniosków, że to wszystko było energią  wyrzuconą w błoto.
Ale nawet jeśli tak nie jest i tak nie myślę,( ;) )to sytuacja pokazuje wyraźnie, że nie jest tak, jak powinno być.
W każdym razie wynik jest taki, że znów się będę pętała i obijała.
Taki tryb, choć bliski mojemu sercu, prowadzi do drzwi z napisem "nigdzie". Nawet jak próbuję wszystko zrozumieć i racjonalnie sobie ogarnąć, to nie odnajduję odpowiedzi na wiele pytań.

Już lepiej zajmę się czymś pożytecznym, chociażby zrobieniem prania. To przynajmniej daje jakieś wymierne efekty. Nie mogę tkwić w takim rozdarciu przez chuj wie ile czasu.

Dla kanału piątego mówiłam JA. Aleksandra Maria co ma cycki jak Bługaria (cokolwiek to znaczy).

Lubię to!

Copyright © alice
skomentuj




::księga gości::



Archiwum
2012
styczeń
2011
wrzesień
styczeń
2010
sierpień
luty
styczeń
2009
listopad
październik
sierpień
maj
luty
styczeń
2008
listopad
wrzesień

statystyka